Jak zwał tak zwał?
O tym, że umiejętne dobranie nazwy dla firmy jest ważne, nie trzeba nikogo przekonywać, jednak sama nazwa nawet najlepiej dobrana potrafi płatać figle, czasem przypadkiem, czasem zaś wynikając z niewiedzy. Jeśli do tego pokusi nas aby nazwać firmę własnym nazwiskiem, to możemy później tego naprawdę żałować. Dlatego warto, być może ku przestrodze, opisać dwa przykłady jak łatwo można zepsuć najlepsze nawet intencje i na długo skojarzyć swoje nazwisko ze śmiesznością lub błędem.
Pierwszy przykład jest dość stary, wciąż jednak bardzo zabawny. W międzywojennym Poznaniu istniała bogata i znana firma nazwana od imion i nazwiska właściciela „J.A. Paluszkiewicz”, która jako jedna z pierwszych – w tamtych czasach – pozwoliła sobie na wspaniały neon z nazwą firmy w samym centrum miasta. Tym samym co wieczór główny plac Poznania – plac Wolności – oświetlał ogromny napis „J.A. Paluszkiewicz”, a firma rozkwitała. Jednak pewnego dnia znana niemiecka firma produkująca lampy i żarówki, postanowiła wkroczyć na polski rynek i aby się dobrze zareklamować również zdecydowała się na neon w samym centrum miasta. Pech chciał, że centrum miasta ten sama budynek, na którym widniał już opisany wcześniej neon. Cóż miejsca wystarczyło i wkrótce obok (a dokładniej na prawo od) neonu firmy pana Paluszkiewicza zawisł równie okazały reklamujący firmę „Osram”. Jaki był tego rezultat? Cóż od tego czasu przez wiele kolejnych lat każdego Poznaniaka przechodzącego przez główny plac miejski witało takie oto hasło „J.A. Paluszkiewicz Osram Lampe”, w którym na dodatek kropki były bardzo słabo widoczne. Cóż poznaniacy jak to poznaniacy nauczyli się żyć z tą groźną zapowiedzią, a i naśmiali się sporo, jednak sam pan Paluszkiewicz zdecydowanie musiał ukrócić swoje życie towarzyskie, gdyż powszechne śmiechy i pytanie, kiedy spełni swą groźbę, doprawdy nie dawały mu żyć.
Drugi przykład. Małe miasteczko – Gryfino -, w którym pan Dobierski założył sobie firmę „Auto pomoc Dobierski”. Wszystko kręciło się pięknie i było jak powinno, do czasu, aż przez miasteczko zdarzyło się przejechać, znanemu wszystkim, panu profesorowi Miodkowi. Cóż, kto jak kto ale profesor, polonista, miłośnik poprawności języka polskiego nie mógł zostawić tego przypadku obojętnie i już kilka tygodni później poinformował całą Polskę, iż … zgodnie z zasadami języka polskiego słowo „auto” oznacza albo samochód (jako rzeczownik), albo pełni rolę przedrostka informującego o działaniu jakie wykonuje podmiot względem samego siebie – np. autoironia, autoportret, autobiografia, etc. Tym samym „Auto pomoc” oznacza ni mniej ni więcej, że albo właściciel pomaga tylko sobie samemu i postanowił poinformować o tym cały świat, albo nie potrafi dokonać podstawowej dla języka polskiego deklinacji przez przypadki i napisać po prostu „pomoc autom” względnie „autom pomoc”… ech, i tu właściciel mimo sporego rozgłosu, by nie rzec promocji medialnej nie miał lekko, a było napisać „Pomoc Drogowa Dobierski”.
Jak widać zatem warto czasem poważnie zastanowić się wybierając nazwę dla firmy, inaczej bowiem nawet pomimo doskonałej jakości usług, świetnej obsługi, etc. można odnaleźć w przyszłości swoje nazwisko w dość nieprzyjemnej konotacji, a osobom postronnym dostarczyć, aż nadto rozrywki.
Podobne teksty:
- Wynajem limuzyn
- Serwis komputerowy w Poznaniu
- Tłumaczenia języków obcych
- Pomoc psychologiczna – Wrocław
In: Firmowe · Tagged with: auto pomoc dobierski
